Stare zdjęcia i rodzinne akta prowadzą do Osielska sprzed wieków

Stare zdjęcia i rodzinne akta prowadzą do Osielska sprzed wieków

FOT. Starostwo Powiatowe w Bydgoszczy

W Osielsku przeszłość nie siedzi w gablocie – ukrywa się w aktach zgonu, starych mapach i domowych albumach, które potrafią otworzyć całe historie po jednym spojrzeniu. Arkadiusz Zajda, trzydziestolatek związany z gminą od dziecka, od dwóch lat układa z tych śladów opowieść o miejscu, z którego wyrósł. Jego profil „Gmina Osielsko Historycznie” zaczął żyć własnym życiem, a dziś trafiają do niego tropy i fotografie, których nie da się znaleźć w oficjalnych opracowaniach.

  • Rodzinne tropy, które zamieniły ciekawość w archiwalną robotę
  • Dawne Osielsk wraca z dokumentów i z napisu na młynie
  • Czarownice, patrioci i wojenne drogi, które wracają w rodzinnych zdjęciach

Rodzinne tropy, które zamieniły ciekawość w archiwalną robotę

Historia tej opowieści zaczęła się bardzo prywatnie. Arkadiusz Zajda, absolwent Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, pracuje dziś w Urzędzie Gminy w Osielsku, ale po godzinach coraz mocniej zanurza się w przeszłość rodzinnych stron. Najpierw była ciekawość własnych przodków, potem kolejne metryki, fotografie i notatki, aż w końcu z tego materiału wyrósł profil, który dziś śledzą już nie tylko krewni i znajomi.

Sam nie ukrywa, że wyróżnienie w postaci zaproszenia do Rady Kultury Lokalnej i Promocji Ziemi Bydgoskiej traktuje bardzo serio. Jak powiedział podczas rozmowy, to dla niego nie tylko wyróżnienie, ale też zobowiązanie. W jego przypadku nie jest to frazes. Gdy ktoś sięga do XVIII wieku i odkrywa, że przodkowie byli już wtedy związani z Osielskiem, zwykła ciekawość szybko zmienia się w porządną, żmudną pracę archiwalną.

W poszukiwaniach przydają mu się różne źródła:

  • przedwojenna prasa, zwłaszcza „Dziennik Bydgoski” i „Ostdeutsche Presse”,
  • bazy z dawnymi dokumentami dostępne online,
  • zbiory z Państwowego Archiwum w Bydgoszczy,
  • rodzinne fotografie i mapy, które potrafią zmienić jeden szczegół w całą opowieść.

Zajda przyznaje też, że w rozczytywaniu starych niemieckich i łacińskich dokumentów pomaga mu sztuczna inteligencja, choć nie zawsze daje radę, kiedy skan jest słaby, a sam oryginał ledwo trzyma się czytelności. Wtedy zostaje cierpliwość, porównywanie zapisów i żmudne składanie historii z okruchów. Czasem jeden akt zgonu prowadzi dalej niż wielostronicowa monografia.

„To duża satysfakcja znaleźć się w tak zacnym gronie. To nie tylko wyróżnienie, ale również zobowiązanie”.

Dawne Osielsk wraca z dokumentów i z napisu na młynie

Jednym z najciekawszych wątków, które wracają w jego opowieściach, jest sama nazwa miejscowości. Dziś mówi się Osielsko, ale jeszcze do pierwszej wojny światowej w dokumentach funkcjonowało Osielsk. Ta starsza forma ciągle zostawia po sobie ślady. Na budynku dawnego młyna przy Szosie Gdańskiej wciąż widać napis „Młyn Osielsk” – znak, który nie pełni już dawnej funkcji, ale nadal przypomina o historii miejsca.

To nie tylko językowa ciekawostka. W archiwalnych papierach nazwa miała znaczenie dla ludzi, którzy żyli tu pokolenia wcześniej. Zajda dotarł nawet do protokołu z grudnia 1920 roku, w którym zapisano:

„W sprawie przezwania gminy naszej z Osielsk na Osielsko, jest ogólnym życzeniem aby gmina nasza nazywała się nadal Osielsk a nie Osielsko”.

Próby przywrócenia starej nazwy pojawiały się jeszcze później, także w 1922 roku, ale bez skutku. W prasie trafiały się nawet pomysły bardziej fantazyjne – od Witosowic po Kurjerowo Poznańskie. Ostatecznie zostało Osielsko, a dziś ta nazwa bywa traktowana jak znak rozpoznawczy całej gminy, która od lat pojawia się wysoko w różnych rankingach rozwoju.

W opowieści Zajdy ważny jest też szerszy obraz gminy. To siedem sołectw – Bożenkowo, Jarużyn, Maksymilianowo, Niemcz, Niwy–Wilcze, Osielsko i Żołędowo – a więc teren rozległy i pełen różnych warstw przeszłości. Z jednej strony są ślady codzienności, z drugiej stare spory o tożsamość, własność i pamięć. Z trzeciej – zwykłe, bardzo ludzkie próby radzenia sobie z chaosem.

Po 1920 roku, kiedy odradzające się państwo miało jeszcze mnóstwo własnych problemów, w Osielsku pojawił się nawet pomysł nocnych patroli. Niemieccy osadnicy wyjeżdżali, Polacy przyjeżdżali, a w lukę po dawnym porządku wchodziło bezprawie. Mieszkańcy szukali stróża nocnego, ale gdy nikt się nie zgłosił, sami zaczęli układać społeczne dyżury. W dokumentach pojawia się nawet prośba, by tych strażników wyposażyć w broń palną. Wkrótce potem z inicjatywy mieszkańców zaczęła działać Ochotnicza Straż Pożarna. To pokazuje, że lokalna historia nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń, ale także z bardzo praktycznych reakcji na zwykłe zagrożenia.

Czarownice, patrioci i wojenne drogi, które wracają w rodzinnych zdjęciach

Najmocniej wybrzmiewają jednak historie ludzi. Zajda mówi o nich przez pryzmat własnej rodziny, bo właśnie tam historia przestaje być suchą datą. Jedna z takich opowieści prowadzi do września 1939 roku. Jego prababcia Anna Juszczak, zostawiona sama z dwójką małych dzieci, ruszyła pieszo na wschód, chcąc uciec przed niemieckim natarciem. Kiedy dotarła do Kutna, okazało się, że od wschodu napadli już Rosjanie. Nie było już dokąd iść. Po kilkunastu dniach wróciła z dziećmi na gospodarstwo w Niwach.

Takie obrazy zostają na długo, zwłaszcza gdy dopowiada je rodzinne zdjęcie. Na jednym z nich, z 1981 roku, widać dziadka Juliana Zajdę przy pracy na polu. To fotografia, która pokazuje nie tylko człowieka, ale też przemijanie. Tam, gdzie kiedyś odbywały się żniwa, dziś jest zupełnie inny krajobraz – ulica, boisko, park. Zmiana przestrzeni bywa tu równie wymowna jak zapis w starym akcie.

Wśród ulubionych zdjęć Zajdy znalazła się też fotografia przedwojennego zakładu fryzjerskiego przy ulicy Gdańskiej w Bydgoszczy. Na niej stoi jego krewny Józef Dolski, właściciel zakładu i brat pradziadka Wacława. To właśnie takie kadry sprawiają, że lokalna historia przestaje być abstrakcyjna. Nagle staje się czyimś życiem, pracą i twarzą na wyblakłym papierze.

W swoich poszukiwaniach Zajda nie pomija również postaci, które budowały znaczenie gminy poza rodziną. Wśród nich są hrabia Maksymilian Moszczeński, właściciele browaru w Myślęcinku z rodziny Kierońskich, a także ksiądz Henryk Mross, dawny proboszcz parafii w Osielsku. O Mrossie mieszkańcy mówią, że był „duszpasterzem dla ludzi”, a jego zasługi sięgały daleko poza kościelne mury. To dzięki jego inicjatywie w Niemczu najpierw powstała kaplica, a potem kościół i nowa parafia pw. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych. W Niemczu jedna z ulic nosi dziś jego imię. Hrabia Moszczeński, choć był ważną postacią dla Żołędowa i wspierał sprawę polską w czasach zaborów, własnej ulicy jeszcze się nie doczekał.

Są też trudniejsze wątki. Zajda przypomina, że w XVII i XVIII wieku tereny dzisiejszej gminy, zwłaszcza Niemcz, Żołędowo i Jastrzębie, były kojarzone z oskarżeniami o czary. W źródłach pojawiają się sprawy, które dziś brzmią niemal niewiarygodnie: jedna z kobiet została oskarżona o czary za to, że nauczyła dziecko robić proste zabawki z liści, inną skazano po kłótni w karczmie. To ponury fragment historii, ale ważny, bo pokazuje, jak łatwo przesąd i lęk potrafiły wtedy zniszczyć ludzkie życie.

Na tym jednak jego opowieść się nie zatrzymuje. Zajda zapowiada, że wkrótce wróci do historii jeziora Targowo, które wypatrzył na mapie z połowy XIX wieku. Czym było i do czego służyło mieszkańcom Osielska – to ma opisać w kolejnym tekście. A skoro już teraz do jego profilu trafiają stare fotografie, rodzinne wspomnienia i nieznane wcześniej dokumenty, trudno oprzeć się wrażeniu, że o przeszłości Osielska wciąż da się jeszcze powiedzieć zaskakująco dużo.

na podstawie: Starostwo Powiatowe w Bydgoszczy.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Starostwo Powiatowe w Bydgoszczy). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.