Mięso mielone pod lupą. Etykiety często nie zgadzają się z zawartością

Mięso mielone pod lupą. Etykiety często nie zgadzają się z zawartością

FOT. UW w Bydgoszczy

Na półkach wygląda znajomo, ale właśnie przy mięsie mielonym najłatwiej o rozjazd między tym, co deklaruje opakowanie, a tym, co naprawdę trafia do środka. W komunikacie przekazanym w Bydgoszczy i opartym na danych IJHARS widać to wyraźnie – część produktów nie przeszła testu ani na etykiecie, ani w laboratorium. Dla kupującego to sygnał prosty: przy takim towarze warto czytać każdy szczegół, nie tylko nazwę na froncie.

  • Przy mięsie mielonym detal na etykiecie potrafi zmienić cały produkt
  • Kontrola pokazała, że rozbieżności nie są wyjątkiem
  • Dlaczego to ważne przy codziennych zakupach

Przy mięsie mielonym detal na etykiecie potrafi zmienić cały produkt

Mięso mielone nie jest produktem, który powinien skrywać niespodzianki. Przepisy definiują je dość precyzyjnie – to mięso bez kości, rozdrobnione i z niewielką ilością soli, bez dodatków i ulepszaczy. Jeśli do zmielonego mięsa trafiają przyprawy, sól albo inne składniki, produkt przestaje być zwykłym mięsem mielonym i wchodzi w kategorię wyrobów garmażeryjnych.

Przy zakupie liczy się kilka informacji, które powinny być czytelne na etykiecie:

  • gatunek mięsa, czyli na przykład wołowe, wieprzowe albo drobiowe,
  • wykaz składników, jeśli dodano sól,
  • termin przydatności do spożycia,
  • warunki przechowywania,
  • zawartość tłuszczu i stosunek kolagenu do białka mięsa,
  • pochodzenie produktu, a w przypadku opakowanego mięsa także dane o chowie i uboju.

Ważny jest też zapis „Produkt polski”, ale może on pojawić się tylko wtedy, gdy zwierzę urodziło się, było hodowane i zostało poddane ubojowi w Polsce. W przypadku mięsa sprzedawanego bez opakowania dochodzą jeszcze oznaczenia pomagające ustalić kraj pochodzenia, zwłaszcza przy wieprzowinie, owcach, kozach i drobiu.

Kontrola pokazała, że rozbieżności nie są wyjątkiem

IJHARS sprawdziła opakowane mięso mielone na etapie sprzedaży detalicznej. Kontrola objęła dziewięć podmiotów, a nieprawidłowości wykryto w siedmiu z nich. To już sam w sobie mocny sygnał, bo oznacza, że problem nie dotyczył pojedynczego przypadku.

Do badań laboratoryjnych pobrano 20 partii produktu. W 11 z nich wyniki nie zgadzały się z deklaracją producenta. Chodziło między innymi o:

  • zaniżoną albo zawyżoną zawartość tłuszczu,
  • obecność niedozwolonych składników, w tym substancji konserwujących,
  • zbyt wysoki stosunek kolagenu do białek mięsa,
  • niewykazaną obecność wieprzowiny w mięsie mielonym wołowym.

Równolegle sprawdzono oznakowanie 20 partii. Nieprawidłowości znaleziono w pięciu. Inspektorzy wskazali między innymi na nieprecyzyjne nazwy produktów, błędne informacje o składzie i tłuszczu oraz oznaczenia, które mogły wprowadzać kupujących w błąd co do pochodzenia mięsa. W części przypadków etykieta mówiła jedno, a laboratorium pokazywało coś zupełnie innego.

Dlaczego to ważne przy codziennych zakupach

Mięso mielone jest kupowane szybko, często bez dłuższego zastanowienia. Właśnie dlatego każde odstępstwo od normy ma większe znaczenie niż przy produktach, które z natury są bardziej złożone. Zaniżona zawartość tłuszczu, niewskazane dodatki albo błędne pochodzenie to nie tylko techniczny problem. To także kwestia ceny, jakości i zaufania do produktu.

Komunikat z Bydgoszczy pokazuje jeszcze jedno – przy takim towarze nie wystarczy nazwa na froncie opakowania. Trzeba sprawdzić, z jakiego mięsa powstał produkt, czy nie ma dodatków, a także czy opis zgadza się z wymaganiami dla danego gatunku. Właśnie na tym etapie najłatwiej odsiać produkt uczciwie opisany od takiego, który próbuje przejść przez koszyk kupującego zbyt lekkim krokiem. Wobec wykrytych nieprawidłowości zastosowano sankcje przewidziane przepisami.

na podstawie: Urząd Wojewódzki.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UW w Bydgoszczy). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.